chapter V

~*~ every bone screaming  I don't know what we should do

all i know is darling I was made for loving you ~*~


- Słucham? - pisnęłam, unosząc swój wzrok na jego twarz, szukając niecierpliwie oznak tego, że żartował. Zrezygnowana opuściłam ramiona i wzięłam głęboki oddech, po czym przeniosłam swoją uwagę na mojego brata - Nejc, możesz nas zostawić samych?
- Okej - odpowiedział krótko, rzucając naszej dwójce ostatnie spojrzenie i oddalił się do swojego pokoju.
- Peter - przeczesałam dłonią włosy. - Ja... - przerwałam, zagryzając wargę i wzdychając. - Nie umiem stworzyć związku - oblizałam nerwowo usta. - Nie zrozum mnie źle.
- Wiem, ale możemy przecież spróbować - powiedział, odgarniając mi włosy za ucho i uśmiechając się delikatnie.
- Nie, nie rozumiesz - pokręciłam głową, wprawiając w ruch pukle moich kasztanowych włosów. - To dla mnie za wcześniej - wzięłam krok do tyłu, aby być w bezpiecznej odległości od niego. - Przepraszam, ale ja nie umiem, kiedy znowu się nauczę nie bać, będziesz pierwszym, który się o tym dowie - odwróciłam się do niego tyłem i oparłam się rękoma o zimny, marmurowy parapet spoglądając na spowite we mgle Bischofshofen. Zamknęłam oczy, czując, jak mój oddech robi się nierówny, a pod powiekami czułam zbierające się powoli łzy, nim pozwoliłam im uciec, usłyszałam, jak drzwi się zamykają i zostałam znowu pozostawiona sama sobie. Pierwsza słona kropla spłynęła po policzku, a zaraz po niej kolejna i tak chwile później łkałam, kryjąc twarz w rękach. Nienawidziłam w sobie tego, że się bałam wszystkiego tak bardzo, właśnie przez to zepsułam swoją szansę na szczęście z Peterem.

Następnego dnia jak najpóźniej zeszłam na śniadanie i usiadłam sama przy stoliku, nie chcąc spotkać Petera. Przez całonocny płacz pod moimi oczyma uformowały się ogromne worki, a oczy miałam nabiegłe krwią, wyglądałam ogółem źle. Zrobiłam sobie tylko kawę i powoli ją wypiłam, po czym bez słowa wróciłam do pokoju, aby się spakować, bo już dzisiaj przenosiliśmy się do Willingen, gdzie jutro miały się odbyć kwalifikacje. Powoli zaczynało mnie męczyć do ciągłe przenoszenie się z hotelu do hotelu, ciągłe pakowanie się i rozpakowywanie, ale to był już półmetek wszystkiego, a ja w sumie nie powinnam była narzekać, gdyż nie musiałam codziennie ćwiczyć i ogólnie wysilać swojego organizmu tak jak to czynili skoczkowie. Kiedy już miałam wejść do pokoju, moim oczom ukazał się mój brat, który zagrodził mi drogę.
- Musimy porozmawiać - wszedł do mnie, patrząc oczekująco.
- O czym znowu chcesz Nejc rozmawiać? - westchnęłam, wkładając ręce do kieszeni bluzy.
- O tobie i Peterze - oparł się o ścianę, unosząc brew.
- Nie ma o czym rozmawiać, nie zauważyłeś na śniadaniu? Między mną a nim nie ma nic i nigdy najpewniej nie będzie. Tyle Nejc, możesz iść? Chciałabym się spakować - wyciągnęłam walizkę z szafy i popatrzyłam na niego oczekująco, ale mój brat nie miał nawet zamiaru się ruszać.
- Czy ktoś mówił, że między wami ma nic nie być? Właśnie chciałbym, żeby coś było między wami, bo zmieniliście się, odkąd spędzacie ze sobą razem czas. Obydwoje zaczęliście się częściej uśmiechać, żartować i otworzyliście się na ludzi, tego w was brakowało, odkąd straciliście swoje drugie połówki. Zrozum Nika, że nikomu do cholery by nie przeszkadzał was związek, przestań się bać siostra, bo stracisz każdą szansę na ułożenie sobie życia po tym kretynie. Proszę cię, pogadaj z nim, wyjaśnij mu wszystko, czego się boisz. Czas na szczerość, przecież to jest podstawą każdego związku. Proszę cię - ostatnie dwa słowa wyszeptał, kucając przede mną i patrząc mi w oczy.
- Nejc ja naprawdę nie umiem zaufać nikomu, nie umiem, a tak bardzo tego chcę. Peter nie jest mi obojętny, każdy pocałunek, każde spojrzenie czy głupie przytulenie dla mnie miały znaczenie. Tak Nejc całowałam się z nim - dodałam, widząc minę brata. - Boje się, że mnie zrani, ale boje się też, że ja go zranię. Tak bardzo bym tego nie chciała - westchnęłam i zagryzłam wargę.
- Przemyśl to maleńka, ale naprawdę nie odrzucaj go przez coś takiego - wstał i pocałował mnie w czoło, po czym opuścił pomieszczenie. Rzuciłam się na łóżko, przymykając oczy i rozmyślając o tym wszystkim. Po chwili wstałam i zaczęłam się pakować. Wśród swoich rzeczy znalazłam koszulkę Petera, którą do siebie przytuliłam, wdychając jej zapach, jego zapach.

Wsiadłam na przednie siedzenie, nie chcąc, aby Prevc musiał na mnie patrzeć przez następne osiem godzin. Musiałam jeszcze to wszystko przemyśleć, musiałam dać sobie czas, jemu również. Miałam nadzieję, że Peter okaże się tak jak zwykle cudowny i mnie zrozumie. Wiedział w końcu o mnie tyle, że powinien zrozumieć.
- Wszystko dobrze dzieciaku? - nad moim siedzeniem nachylił się Robert.
- Tak, wszystko okej - uśmiechnęłam się smutno, a raczej próbowałam.
- Widzę, że ty i Peter coś się pokłóciliście, w końcu po raz pierwszy od dawna nie jedziecie koło siebie. Nie róbcie nam tego, mamy zakłady, kiedy będziecie razem, kurcze Nika, zasługujecie przecież obydwoje na szczęście - Kranjec popatrzył mi prosto w oczy. - Wyglądasz jak trup, masz puste oczy, nie rób sobie tego. Nie warto odmawiać sobie miłości i bliskości drugiej osoby. Widzę, że masz problemy z płcią przeciwną, ale nie rób tego Peterowi. Naprawdę pasujecie do siebie dzieciaku - pokręcił głową i oparł się o siedzenie, zostawiając mnie z natłokiem myśli. Z jednej strony potrzebowałam bliskości, a z drugiej czułam się przytłoczona tym, że ktoś może coś do mnie czuć i troszczyć się o mnie. Nie wiedziałam jak dać sobie radę z tym wszystkim, dlatego ułożyłam się wygodnie, opierając głowę o okno i postanowiłam odzyskać stracone godziny snu z nocy. Zamknęłam oczy i odpłynęłam, pozwalając na oczyszczenie się z natrętnych myśli.


______________

KOMENTUJ = DOCENIASZ PRACĘ AUTORA

Przepraszam, przepraszam, przepraszam.
Jest ledwo 900 słów, ale nie miałam co tu wcisnąć.
W następnym rozdziale dokleję te zgubione 100,
obiecuję.
Okej więc mam ogłoszenia parafialne:
1. Smuci mnie mała ilość komentarzy.
2. Założyłam blogi ze wszystkimi opowiadaniami, jakie stworzę oprócz finałowego
3. Wszystkie są dostępne na moim profilu
4. Zapraszam na nie serdecznie
5. Do zobaczenia za tydzień!
6. Zapraszam do zgłaszania blogów w konkursie >KLIK<

chapter IV

~*~ I was made for loving you even though we may be 

hopeless hearts just passing through ~*~ 



Nie chciałam otwierać się przed ludźmi, bo dobrze wiedziałam, że równało się to zazwyczaj, że zranieniem, ale z Petrem było inaczej. Ufałam mu, wiedziałam, że mogę na nim polegać. Nie był mi również obojętny pod względem uczuciowym, coraz więcej czasu spędzaliśmy razem, a ja mogłam go lepiej poznać. Nie był taki, jak większość myślała, że jest, był bardzo wyluzowanym, żartującym chłopakiem, który genialnie umiał oddzielić pracę od prywatnego życia.

Dzisiaj był jednakże dla nas najważniejszy dzień, gdyż odbywał się konkurs w Bischofshofen, który był zwieńczeniem Turnieju Czterech Skoczni. To dzisiaj Peter miał odebrać złotego orła, na którego na pewno zasługiwał. Każdy z kadry chodził podenerwowany, chcąc, aby konkurs odbył się jak najszybciej. Chłopcy odwiedzali mnie co chwila, gdyż mieli straszne wahania wiary w siebie, sama najchętniej miałabym to już za sobą. Bałam się trochę o nich, że są aż tak zdenerwowani, mimo że są to zawody odbywające się corocznie, zastanawiałam się co z nimi będzie podczas Mistrzostw Świata w lotach.

Zeszłam z parapetu, obciągając duży, szary sweter na uda i odstawiłam pusty już kubek po herbacie na stolik. Popatrzyłam na zegarek, była już 5 po południu, więc ubrałam na tyłek legginsy i rozpuściłam swoje włosy z luźnego warkocza. Zamknęłam pokój i zeszłam na kolację.
- Hej sierotko - przywitał mnie Anze mierzwiąc mi włosy i śmiejąc się ze mnie.
- Ja cię proszę - jęknęłam niezadowolona i usiadłam obok mojego brata, a naprzeciwko Petera, który posłał mi sugestywny uśmiech, pod którego wpływem na moją twarz wpełzł rumieniec. Ostatnio spędzaliśmy razem dużo czasu, nie tylko rozmawiając, to do mnie Peter przychodził po nieudanym skoku, szukając pocieszenia i po udanym, aby dostać nagrodę w postaci kradzionego mi ukradkiem pocałunku. Nie nazywałam tego, co tworzyliśmy żadnym słowem, nikt oprócz naszej dwójki o tym nie wiedział, a poza tym nie chciałam tego nazywać. Bałam się jakiejkolwiek odpowiedzialności, a gdybym była w związku z Peterem musiałabym o niej myśleć, w końcu wtedy bylibyśmy dwójką ludzi połączonych uczuciem. Na samą myśl przeszedł mnie dreszcz i zajęłam się jedzeniem, aby odrzucić od siebie natrętne myśli. To był właśnie mój problem, zawsze nad wszystkim za dużo rozmyślałam no i byłam strachliwą osobą, a także zamkniętą w sobie, ale ja już nie chciałam. Męczyło mnie to, chciałam w końcu być pewną siebie kobietą, a nie strachliwą dziewczynką. Gdybym tylko wiedziała, jak się zmienić byłoby dobrze.

Wstałam od stołu po skończonym posiłku i ruszyłam do pokoju, kiedy poczułam, jak w pasie obejmują mnie znajome dłonie.
- Przyjdziesz do mnie do pokoju? Lanisek idzie z chłopakami na drinka, a my moglibyśmy oglądnąć jakiś film - Peter się uśmiechnął, patrząc na mnie z góry.
- Jestem śpiąca - jęknęłam. - Znowu usnę w połowie tak jak ostatnim razem.
- To cię zaniosę do pokoju, nie daj się prosić no. Nawet nie mów, że jesteś ciężka - dodał, posyłając mi ostrzegawcze spojrzenie, widząc, że chce coś odpowiedzieć. Westchnęłam ciężko, niestety, ale ten chłopak był uparty jak osioł i nie znał takiego słowa jak nie.
- No dobrze ośle - poszłam za nim grzecznie do pokoju i rozłożyłam się na jego łóżku, podkładając sobie pod głowę jego poduszkę i czekałam, aż włączy laptopa i puści jakiś film.
- To, co oglądamy Nika? - popatrzył na mnie wyczekująco, a ja wzruszyłam ramionami.
- Czas na miłość? - Peter zrobił minę jakbym spadła z żyrandola, a ja wywróciłam oczyma. - Typowy facet, pyta się, a potem marudzi, wybieraj sam, tylko nie horror.
- No dobra to może być Teoria Wszystkiego? - uniósł brew, a ja skinęłam głową. Włączył film i ułożył się koło mnie, a ja przytuliłam się do niego i zaczęłam oglądać.

- Ale ten Eddie jest przystojny - westchnęłam, patrząc na aktora grającego Stephena.
- Nie no kobieto co ty masz a gust - jęknął Prevc zniesmaczony.
- No popatrz - pokazałam mu go na zwykłym zdjęciu i rozmarzona wróciłam do oglądania filmu. - Poza tym w tym momencie obrażasz siebie samego - dodałam.
- Brzydal - fuknął, a ja go cmoknęłam szybko.
- Zazdrośnik - poprawiłam się. - Patrz no gościu sparaliżowany, a babę sobie przygruchał! Wy faceci jesteście okropni! - Usiadłam po turecku odgarniając włosy i pokręciłam głową.
- No bywa.
- Jasne, że bywa! Jesteście wszyscy tacy sami! Mam was dość.
- Przestań no! - wkurzył się mnie a ja zrobiłam zdziwioną minę. - Nie ciebie zdradziła dziewczyna! - wstał z łóżka.
- Nie ty straciłeś dziecko przez chłopaka! - krzyknęłam i wybiegłam z pokoju w kierunku swojego, gdzie się zamknęłam cicho łkając. Po chwili usłyszałam pukanie.
- Nika otwórz mi, przepraszam, musimy porozmawiać.
- Nie chcę rozmawiać, daj mi spokój - otarłam łzy i westchnęłam
- Ja chce rozmawiać, Nika nie bądź uparta - nacisnął na klamkę, a ja wstałam, po czym mu otwarłam drzwi i znalazłam się w jego ramionach, których tak bardzo potrzebowałam. Popatrzył się na mnie - czyli to była ta tragedia o którejś mi mówiłaś?
- Tak Peter, kiedy mój chłopak zaczął mnie bić byłam w ciąży, miałam w sobie dziecko - szepnęłam smutno. - Trafiłam wtedy do szpitala, bo krwawiłam przez poronienie, Nejc dowiedział się wtedy jak mnie traktował, był wściekły na mnie, że mu nie powiedziałam, złożyliśmy pozew do sądu. Ojciec mojego nienarodzonego dziecka dostał 5 lat więzienia - wyszeptałam i znowu się rozpłakałam przytulając się mocno do Petera.
- Już dobrze skarbie, żadna krzywda ci się nie stanie ze mną, obiecuje. Nie pozwolę cię skrzywdzić nikomu. Jeśli kiedykolwiek dowiem się jak on się nazywa to obiecuje, że popamięta nie tylko mnie. Chłopcy też na pewno by go zabili z chęcią, zauważ, że każdy cię tu lubi Nika. Jesteś najlepszą osobą na świecie i żadne zło ci się nie należy. Jesteś moim słońcem skarbie - uśmiechnął się do mnie całując mnie w czoło.
- Dziękuje Peter - otarłam sobie łzy i przytuliłam się do niego mocniej, na co Prevc uniósł mój podbródek i pocałował mnie w usta, zarzuciłam mu ręce na szyję oddając pocałunek.
- Co wy robicie? - do pokoju wszedł Nejc z uniesioną brwią, patrząc na naszą dwójkę.
- Mieliśmy ci powiedzieć już od jakiegoś czasu - zaczął Peter patrząc na mnie - jesteśmy razem.  Popatrzyłam na niego szeroko otwierając oczy ze zdziwienia. Chwila co on powiedział?


____________

Więc rozdziały będą dodawane co tydzień
Co oznacza jeszcze 9 rozdziałów do końca
Z początkiem czerwca rozpocznę opowiadanie o Anze Lanisku
Link na moim profilu ;)
Nie wiem, czy nie będzie to ostatnie moje opowiadanie...
Ewentualnie dokończę pozostałe projekty...
Marzy mi się też coś o Olku Zniszczole, pożyjemy, zobaczymy.
Dziękuje za komentarze i mam nadzieję, że tym razem będzie ich jeszcze więcej.


CZYTASZ = KOMENTUJ, DOCENIASZ PRACĘ AUTORA